Wywiad z Grupą "Alebabki"

Grupa „Alebabki” już od ponad dwóch lat prężnie działa na terenie gminy Bodzentyn. Członkinie tej grupy organizują warsztaty i szkolenia. Pamiętają także o najmłodszych i zachęcają do wspólnego działania. „Warsztaty Tkackie” organizowane przez Stowarzyszenie „Strefa Wokół Łysej Góry” już 27 sierpnia na Rynku Górnym w Bodzentynie, start godz.15:00. Z tej okazji prezentujemy Państwu wywiad z Beatą Syzdół z grupy „Alebabki” i przy okazji serdecznie zapraszamy wszystkich do uczestnictwa w tym nowatorskim wydarzeniu.
  1. Co jeszcze można zrobić techniką tkacką?

Można robić serwety, makatki na stół, podstawki pod herbatę czy talerze. Tą techniką robiłyśmy także koszyczki do chleba, które były tkane, zszywane i pięknie ozdobione. Z kolorowych nici lnianych można stworzyć także szaliki, jednak ich stworzenie trwa bardzo długo i przez to są one dosyć drogie. Jednak zazwyczaj przygotowywane są na indywidualne zamówienie dla kogoś kto kocha sztukę ludową i chciałby coś takiego posiadać. Każdy wyrób jest niepowtarzalny. Nigdy nie uda się odtworzyć identycznego wzoru. Każde dzieło tkackie jest oryginalne i każde jest inne.

  1. Czym jest tkactwo, co to za technika?

Już od dawna na terenie Miasta i Gminy Bodzentyn ludzie zajmują się tą techniką. W naszym regionie istniała Spółdzielnia Przemysłu Ludowego i Artystycznego, która czynnie działała od 1950 do 1993 roku. Surowcem używanym do produkcji w tkalni była wełna, len i bawełna. Wyrabiano makatki, bieżniki, zapaski, bieżniki. Bardzo popularnymi produktami były chodniki oraz tzw. zapaski świętokrzyskie. W tkalni funkcjonowały duże krosna, na których pracowano w dzień i w nocy. Natomiast w swoich gospodarstwach kobiety używały mniejszych krosien i na nich właśnie gospodyni mogła robić burki czy chodniki. Cały proces uruchomienia krosna jest bardzo złożony i trudny. Przede wszystkim trzeba było zasiać len i dbać o jego dalszą uprawę. Dawniej ludzie o wiele chętniej obsiewali pola w len, ze względu na to, że ziarna można było wykorzystać podczas kolejnego wysiewu, a sam produkt można było po prostu sprzedawać. Bardzo często w gospodarstwach hodowano owce. Wełna była jednym z surowców używanych do produkcji. Następnie obrabiano, międlono, nakładano na cierlicę (która służyła do ocierania włókien z paździerzy), następnie suszono. Najtrudniejszą jednak czynnością było samo przędzenie. Trzeba było posiadać ogromną precyzję aby prawidłowo nawinąć len na kołowrotek czy wrzeciono. Najpierw trzeba było stworzyć nić, którą następnie nakładano na osnowę, dopiero potem można była zasiadać do krosna i zacząć pracę nad rękodziełem. Największym problemem było znalezienie snowacza, na Wiącce był Pan Łubek i była jeszcze Pani z Siekierna, której nazwiska teraz nie pamiętam. My, czyli grupa „Alebabki” jeździłyśmy do Jadownik uczyć się snucia. Uczyła nas Pani Druzic, ale także jeździłyśmy do Domu Tkaczki, żeby po prostu dobrze się nauczyć. Samo tkactwo to ręczna umiejętność wyrobu materiału, tkaniny, którą następnie możemy wykorzystać w dowolny sposób. Choć kiedyś w naszym regionie tkactwo było bardzo dobrze wszystkim znane to dzisiaj grupa „Alebabki” chce ożywić tę technikę i przy okazji rozwijać swoją pasję.

  1. Czy nauka tkactwa jest trudna? Ile czasu potrzeba, by samemu stworzyć np. dywanik łazienkowy?

Nauka tkactwa jest dosyć trudna. Żeby zrobić samą osnowę potrzeba około czterech godzin i trzech osób, które wspólnie będą snuć. Samemu się tego nie zrobi. Potem każdą nitkę trzeba włożyć w nicielnicę potem w płochę. Jednego dnia robiłyśmy osnowę, drugiego dnia, starsze panie pokazywały nam, w jaki sposób trzeba to włożyć. To trwało około pięciu godzin zanim zaczęłyśmy robić taki dywanik. Musiałyśmy powiązać te wszystkie sznurki na te wałki. To taka praca wymagająca cierpliwości. Jest to pasja, w której każdego dnia uczymy się czegoś nowego

  1. Jak powstała grupa „Alebabki”?

Blisko trzy lata temu napisałam taki wierszyk:

My jesteśmy Alebabki, fajne babki

i się wcale nie chwalimy,

chcemy zostać chlubą gminy.

Nam nie obce są zapaski,

chcemy tkać chodniki w paski.

Na szydełku coś zrobimy,

mężom smacznie uwarzymy.

I tak się zebrałyśmy i zaczęłyśmy się spotykać we Wzdole, w klubie. W naszym gronie są Panie, które tworzą rzeczy z wikliny papierowej, na szydełku. Zdecydowałyśmy, że długie, zimowe wieczory możemy spędzić kreatywnie tworząc coś oryginalnego. Później wyczytałam, że można ubiegać się o pieniądze na promocję. Napisałyśmy więc projekt i nam się udało.   

  1. Skąd pomysł na to, aby w Bodzentynie propagować tkactwo? Czy jest to uwarunkowane tym, że kiedyś na terenie gminy działała największa w regionie tkalnia?

Zaczęłyśmy poszukiwać materiałów archiwalnych, zdjęć, ale niestety nie są one łatwo dostępne. Dużo dowiedziałyśmy się poprzez rozmowy z osobami, które kiedyś pracowały w tkalni. Stwierdziłyśmy, że wszyscy śpiewają albo tańczą, a my jednak chciałyśmy rozwijać rękodzieło. Zaczęłyśmy także poszukiwać krosien. Jednak większość z nich ludzie zniszczyli, spalili. Chodziłyśmy całą grupą „Alebabek” po wszystkich wsiach i pytałyśmy ludzi, czy nie posiadają krosien, które chcieliby odsprzedać. Jeden Pan z Dębna w swojej stodole miał nicielnice, które nam oddał. Dzięki temu mamy cztery porządne nicielnice, na których możemy pracować. Płochy i nicielnice – bardzo ciężko jest je zdobyć.

  1. Można powiedzieć, że w Mieście i Gminie Bodzentyn trwa moda na rękodzieło?

Można śmiało powiedzieć, że mieszkańcy gminy Bodzentyn coraz bardziej interesują się tkactwem. Każdy nas pyta, kto Wam snuje, jak to robicie? Często przychodzą Panie na warsztaty, które chcą stworzyć coś dla siebie. Ktoś przyjdzie, powie, że ładne, że mu się to podoba i tak po prostu zaczyna. Podczas warsztatów w szkole było także kilka małych dziewczynek, których także bardzo zainteresowało tkactwo.

  1. Czy ludzie chętnie uczą się tej techniki?

Ludzie chętnie uczą się tej techniki, ponieważ jest ona bardzo oryginalna i jak na te czasy także nowatorska. Ludziom po prostu podobają się te rzeczy i są ciekawi, jak się je tworzy.

  1. Czy nauka tkactwa skierowana jest wyłącznie do kobiet?

Raczej tak. Dawniej kobiety były niższe. Dla kogoś kto jest wyższy, to wałek, który jest przy krośnie może przeszkadzać. Panowie jednak zazwyczaj snuli, a więc mieli swój udział przy tworzeniu różnych rękodzieł.

  1. A dzieci? One także mogą uczyć się tkactwa?

Dzieci chętnie siadają przy krośnie, tkają. Bardzo im się to podoba. Moje dziecko także chętnie z nami pracuje i pomaga tworzyć rękodzieła tkackie. Dzieci uwielbiają nawijać nici i szmatki na cewkę. Dawniej w domach mama siedziała, babcia cięła szmatki na gałganki a dzieci pomagały. Poprzez wspólną pracę dzieci uczą się historii i mogą zobaczyć, jak wyglądało życie kilkadziesiąt lat temu. To piękne kultywowanie ludowej tradycji. Jesteśmy także bardzo wdzięczne paniom, które bardzo ochoczo pomagały nam, gdy jeszcze uczyłyśmy się tkactwa. Bardzo dziękujemy Pani Szafraniec i Pani Jarosińskiej.

      10.Jaki plan działania i rozwoju mają członkinie grupy „Alebabki” w najbliższej przyszłości? Co chcecie zrobić?

Bardzo chciałybyśmy pozyskać jakieś pomieszczenie, w którym mogłybyśmy cyklicznie prowadzić warsztaty dla dorosłych i dzieci – stworzyłybyśmy tam mały warsztat tkacki. Są nasze trzy gospodarstwa, w których „Alebabki” na razie tworzą. Tam są krosna, tam można się spotykać i wspólnie pracować.

Zdjęcia

Kalendarz

2017-09-10

Festyn "Powitanie Roku Szkolnego" 2017

Serdecznie zapraszamy na Festyn "Powitanie Roku Szkolnego"
10 września 2017 o godzinie 15.00. Bodzentyn, Rynek Górny

Wywiad z Grupą "Alebabki"

Grupa „Alebabki” już od ponad dwóch lat prężnie działa na terenie gminy Bodzentyn. Członkinie tej grupy organizują warsztaty i szkolenia. Pamiętają także o najmłodszych i zachęcają do wspólnego działania. „Warsztaty Tkackie” organizowane przez Stowarzyszenie „Strefa Wokół Łysej Góry” już 27 sierpnia na Rynku Górnym w Bodzentynie, start godz.15:00. Z tej okazji prezentujemy Państwu wywiad z Beatą Syzdół z grupy „Alebabki” i przy okazji serdecznie zapraszamy wszystkich do uczestnictwa w tym nowatorskim wydarzeniu.